🇪🇸 Hiszpania – czyli jak przeżyć sjestę i nie umrzeć z przejedzenia
Hiszpania to kraj, w którym dzień zaczyna się późno, kończy jeszcze później, a sjesta jest ważniejsza niż e-mail od szefa. Tu słońce świeci jakby miało coś do udowodnienia, a ludzie rozmawiają tak głośno, że możesz poznać ich życiorys, nawet nie znając hiszpańskiego. W Hiszpanii nie wypada się spieszyć – to niegrzeczne wobec tapasów, wina i ogólnego stylu życia typu „jutro też jest dzień”.
Dlaczego warto odwiedzić?
- Bo Hiszpania to mieszanka plaż, gór, flamenco i churrosów z czekoladą. Znajdziesz tu miasta, które wyglądają jak z pocztówki, i takie, które wyglądają jakby nie spały od średniowiecza (i to komplement). No i to jedzenie – od paelli po kalmary w cieście, każda kolacja to przygoda, po której warto się zdrzemnąć.
- Bo jedzenie to religia – tapas to styl życia, a tortilla to nie placki z supermarketu, tylko boska jajeczno-ziemniaczana ambrozja.
- Bo każde miasto to inna planeta – Barcelona krzyczy „artyzm!”, Madryt mruczy „elegancja”, Sewilla tańczy flamenco, a Walencja smaży ryż w ogromnych patelniach, które można zobaczyć z kosmosu (czyli paella).
- Bo Hiszpanie mają w nosie pośpiech – i Ty też zaczniesz mieć. Jeden dzień na nicnierobienie? To dopiero początek.
Co warto wiedzieć (czyli nie bądź zaskoczony):
- Sjesta to nie mit. Serio. Między 14:00 a 17:00 miasto zamiera, a Ty zostajesz z pytaniem „gdzie ta pizza?”.
- Hiszpanie jedzą kolację o 22:00 i nie widzą w tym nic dziwnego. Ty też nie powinieneś.
- Nie wszystkie tapas są za darmo, ale te, które są, zasługują na osobny rozdział w pamiętniku.
- Woda z kranu? W większości kraju – jak najbardziej pijalna. Portfel i planeta będą wdzięczne.
Porady od serca (czyli od kogoś, kto się spocił w Sewilli w maju):
- Nie planuj za dużo na jeden dzień – w Hiszpanii i tak wszystko dzieje się później, wolniej i głośniej.
- Nie próbuj wyglądać jak lokalny – nie wygrasz. Lepiej wyglądaj jak zadowolony turysta.
- Jeśli widzisz mały bar z głośnymi ludźmi i starszym panem krojącym szynkę – wchodź. Nie pytaj.
- Nie bój się zagadać po hiszpańsku. Nawet jeśli powiesz „hola, sangría por favor”, zostaniesz uznany za swojego.
Hiszpania to nie kraj do „odhaczenia”. To kraj do poczucia. Do przesiadywania godzinami w cieniu, gapienia się na ludzi, jedzenia rzeczy, których nazwy nie potrafisz wymówić, i mówienia „mañana” z uśmiechem. A potem wrócisz – bo przecież nie widziałeś jeszcze wszystkiego.