Przewodnik: Włochy
Włochy – kraj, w którym pizza to religia, a espresso leci w żyłach
Włochy to kraj, który wygląda jak but – i całkiem słusznie, bo potrafi kopnąć cię w serce emocjami, krajobrazami i poziomem makaronu w diecie. Tu historia czai się za każdym rogiem, a każda wioska ma więcej zabytków niż niejedno europejskie miasto. Codzienność płynie tu wolniej, ale za to bardziej dramatycznie – wystarczy zerwać z kimś przez telefon, stojąc pod balkonem, i masz własną operę w stylu Verdiego.
Na ulicach pachnie kawą, spalinami skuterów i ciastem drożdżowym z jakiejś niepozornej piekarni, która istnieje od czasów Cezara. Ludzie są głośni, serdeczni, a ich gestykulacja mogłaby opowiadać sagi rodzinne bez użycia ani jednego słowa. Moda jest tu codziennym obowiązkiem – nawet po bułki do sklepu idzie się jak na wybieg.
To nie jest kraj do zwiedzania na szybko. Włochy trzeba smakować – jak dobrze dojrzewający ser. Trochę z zachwytem, trochę z namysłem, a trochę z rozpiętym guzikiem przy spodniach po kolacji.
Co warto wiedzieć, zanim wyruszysz na pizzową pielgrzymkę:
- Język: włoski, ale dogadasz się uśmiechem (i słowem gelato).
- Waluta: euro – niestety, tanio było w innym życiu.
- Transport: pociągi, skutery, a czasem… boska cierpliwość. Pociąg przyjedzie, jak będzie gotowy.
- Strefa czasowa: CET – czyli zawsze trochę później, ale z klasą.
Dlaczego warto odwiedzić Włochy?
Bo żaden inny kraj nie potrafi tak dobrze łączyć chaosu z elegancją. W jednym tygodniu możesz:
- Stać pod krzywą wieżą w Pizie i zastanawiać się, czy to normalne, że się nie przewraca.
- Pić wino w Toskanii, jakbyś grał w reklamie.
- Przeżyć śmierć przez zachwyt w Rzymie, patrząc na Koloseum.
- Uciekać przed mewami w Wenecji.
- Zgubić się w Neapolu i uznać, że to najlepsze, co ci się przytrafiło.
- I... zakochać się. W mieście. W jedzeniu. W człowieku. W kotku na ruinach. Kto wie?
Co zobaczyć? Gdzie zacząć?!
- Północ: Dolomity dla górskich kozic i Mediolanu dla fashion victim.
- Środek: Florencja dla fanów sztuki, Toskania dla fanów wina, Rzym dla fanów wszystkiego naraz.
- Południe: Neapol dla odważnych serc i Sycylia dla tych, którzy chcą poczuć wakacje jak z filmu.
- Wyspy: Sardynia – gdzie piasek wygląda jak cukier puder, a morze ma więcej odcieni niż karta Pantone.
Porady od serca (i żołądka):
- Nie zamawiaj cappuccino po 11:00 – chyba że chcesz, żeby kelner spojrzał na ciebie jak na obcokrajowca (co zresztą jesteś).
- Pasta to nie dodatek. To sens życia. Każdy region ma swój sos i każdy myśli, że jego mama robi najlepszy.
- Nie ufaj pizzy z ananasem. Włosi ci tego nie wybaczą. Nawet po śmierci.
- Chcesz wodę? Precyzuj. „Naturale” to niegazowana, „frizzante” to gazowana. A jeśli powiesz po prostu „woda”, dostaniesz wykład filozoficzny o wyborach życiowych.
- Nie próbuj przechodzić przez ulicę na logikę. Przechodź na wiarę. Kierowcy cię widzą. Prawdopodobnie.
- Nie pytaj o ketchup do makaronu. Po prostu nie.
- Nie dziw się, że obiad zaczyna się o 20:00. Włosi jedzą wtedy, gdy reszta Europy już leży w łóżku i trawi.
- Kolejki nie istnieją. Są sugestiami. Obserwuj, wpychaj się z wdziękiem, udawaj, że tak miało być.
- Nie próbuj jechać samochodem po centrum Rzymu. Chyba że masz duszę gladiatora i ubezpieczenie od wszystkiego.
Włochy to kraj, który nie musi się starać, żebyś go pokochał. Wystarczy jeden zachód słońca nad Rzymem, jeden kieliszek Chianti w winnicy i jeden talerz carbonary, żebyś już nigdy nie był taki sam.